O tym, co mój ząb chciał mi powiedzieć

Dzisiaj po południu zabolał mnie ząb, a ja wiedziałam od razu, że ten ząb chce mi coś powiedzieć .Zawsze kiedy zupełnie znienacka dopada mnie jakiś silny ból, wiem, że moje ciało pragnie mnie albo przed czymś przestrzec albo uświadomić mi coś, z czego nie do końca zdaję sobie jeszcze sprawę, bo moje ciało z reguły wie o pewnych rzeczach jakieś pół roku wcześniej niż mój świadomy umysł.  

Jak zawsze w sytuacjach kryzysowych od razu zadzwoniłam do swojej siostry i powiedziałam, że bardzo boli mnie ząb i muszę natychmiast porozmawiać z psychologiem, bo wszystkie zęby mam zdrowe, niedawno wyleczone. Powiedziała, że mimo wszystko nie zaszkodzi, jeśli zęba najpierw obejrzy dentystka, a dopiero potem psycholog i że zawsze mogę zadzwonić do telefonu zaufania. „Bo właśnie po to jest”.

Biorę więc proszki przeciwbólowe i zaczynam się zastanawiać  co takiego chce mi powiedzieć mój ząb, jednak proszki nie pomagają, a ból nie pozwala mi się skupić bo zagarnia następne zęby, więc kiedy w końcu docieram do dentystki, a ona pyta, który ząb mnie boli, odpowiadam zgodnie z prawdą, że boli mnie cała jama ustna w prawym górnym rogu.

 

 – Ale który ząb boli panią najbardziej? 

 

Możemy zacząć od 5-tki albo 6-tki- przyznaję niechętnie, bo wiem, że to i tak do niczego nie zaprowadzi.

 

Dziwne. Wyglądają na całkowicie zdrowe.

 

„Dla kogo dziwne to dziwne”  myślę z satysfakcją, bo wiem, że ona niczego tam nie znajdzie.

Wtedy pani wyjęła z szuflady jakieś metalowe szydełko i zaczęła nim ostukiwać 

z każdej strony 5-tkę i 6-tkę, co mnie bardzo bolało, a w co ona nie mogła uwierzyć bo „to są dwa całkowicie zdrowe zęby” i „niemożliwe, że dwa bolą tak samo jednocześnie” i „musimy wybrać  ten, który jednak boli bardziej”, a ponieważ szydełkiem nie udało się tego ustalić, przyłożyła mi do zębów jakiś wacik pachnący denaturatem albo naftą albo rozpuszczalnikiem i kazała mi powiedzieć.

 

„Ból” – powiedziałam, co było złą odpowiedzią, bo jakoby powinnam czuć „zimno”.

Potem wyjęła z szuflady jakiś szpikulec i bez znieczulenia zaczęła nim dźgać to w 5-tkę, to w 6-tkę, po czym stwierdziła z niedowierzaniem, że na coś się natknęła, że coś siedzi między moimi zębami i że trzeba to wyciągnąć, ale nitką się nie da, potrzebne jest coś o ostrym końcu, obie byłyśmy w szoku i bardzo podekscytowane i ciekawe co to może być, a ja chciałam zgadnąć co to jest zanim mi to pokaże, więc się jej zapytałam czy jest to coś żywego i czy się rusza..

 

Dentystka zaczęła szarpać, a ja czułam jak powoli coś wyciąga i że jest to ostre, więc od razu pomyślałam, że musi to być pierścionek zaręczynowy, który ktoś mi włożył w ciastko, a ja go zeżarłam i nawet tego nie zauważyłam.

 

A może to ciastko było przeznaczone dla kogoś innego?

 

Okazało się jednak, że to wcale nie pierścionek tylko kawałek plomby odłączył się od reszty, po czym w jakiś tajemniczy sposób dostał się między szczeliny i zadomowił się między 5-tką i 6-tką, a ja niczego nieświadoma nosiłam takiego pasażera nie wiadomo ile, dopóki nie doszło do zapalenia…

 

A dlaczego doszło do zapalenia akurat dziś, a nie np. za 2 tygodnie?

 

Bo mój ząb chce mi dzisiaj coś powiedzieć, więc z większą uważnością obserwuję to, co się wydarza i nie podejmuję żadnych pochopnych decyzji.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *